piątek, 23 sierpnia 2013

Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walk...

Marzenia, czym by było  życie bez marzeń??!!

O rany żebyście wiedzieli o czy w tej chwili marzę , to byście się złapali za głowy i głęboko wykrzyknęli "WARIATKA!!!".

Można marzyć o rzeczach całkiem przyziemnych, ale ja osobiście najbardziej uwielbiam te marzenia, które wynoszą mnie do gwiazd.
Te dzięki, którym bujam w obłokach i uśmiecham się sama do siebie.
Te najskrytsze, nigdy nie wypowiedziane.
Te przez, które gdy zamykam oczy przenoszę się do innego świata.
Te z którymi po cichutku rozmawiam, gdy nikt nie słyszy.
Czasami przyprawiają mnie o szybsze bicie serca, czasami wyciskają łzy.
Przeważnie są bardzo odległe, ale niekiedy na wyciągnięcie ręki.
Pojawiają się podczas jakiegoś niepojętego błysku, nieodgadnionej małej, magicznej chwili. Nierzadko wywołują we nie uczucie szaleństwa.
Ale przede wszystkim pomagają przetrwać szarą rzeczywistość.

A wy o czym marzycie??

czwartek, 8 sierpnia 2013

"Człowiek na­wet w upał pot­rze­buje ciepła..."

Ależ mamy piękne lato tego roku! Nieprawdaż?!
Tak wiem czasami upał jest niemiłosierny.
Mnie ta długaśna zima tak bardzo wymęczyła, tak bardzo dała mi w kość, że jak spojrzałam za okno w pierwszy dzień wiosny, a tam śnieg sypał w najlepsze, wtedy sobie przyrzekłam "nawet na największy upał ja narzekać nie będę".
I nie narzekam! Jest cudownie! Jest słonecznie! Czego chcieć więcej?! Jest jak w niebie!
Lato jest to musi być gorąco.
Na pewno gdybym pracowała w jakiejś fabryce pewnie inaczej bym śpiewała. Mój mężu mówi "pewnie bo ty sobie siedzisz w klimatyzowanym pomieszczeniu". Taaaaaaa oczywiście słowo "klimatyzowanym" trzeba wziąć w ogromny cudzysłów. Moja klimatyzacja to szeroko pootwierane wszystkie okna, chłodna mgiełka do ciała i ICE TEA.
I na zapas ładuję moje baterie na słoneczku. Bo jak sobie pomyślę, że za 4 miesiące znowu może spaść śnieg i padać do kwietnia to brrrrrrrrrrrrr

czwartek, 4 lipca 2013

"Można równie dobrze śnić nie śpiąc, jak spać nie śniąc."



Sny …
Ostatnio na kilku blogach miałam okazję nadmienić o moich snach.
Otóż w snach zawsze chodzę, nawet kiedyś miałam taki dziwny sen, w którym przypomniało mi się, że ja przecież nie chodzę i rozpaczliwie szukałam swojego wózka, oczywiście sprawnie i bardzo żwawo biegając. Muszę wam powiedzieć, że niezwykłe to uczucie tak sobie chodzić, biegać, nawet jeżeli jest to koszmar i przed czymś uciekam. Budzę się i myślę. Podobno sny są odzwierciedleniem naszej duszy. Podobno śnimy o tym za czy tęsknimy i o czym marzymy.
Hhhhhmmmmmmm
Czy ja tęsknię za chodzeniem??
Czy ja marzę o chodzeniu??
No nie wiem. To fakt pewnie żyło by mi się łatwiej, pewnie kilka problemów by się rozwiązało. Ale jak wracam myślami do moich ostatnich lat kiedy jeszcze chodziłam i przypomnę sobie jak to było. To ja jednak nie chcę chodzić. Jak przypomnę sobie jaki towarzyszył temu ból, jak owijałam sobie nogi bandażem elastycznym, żeby syna do przedszkola zaprowadzić (a przedszkole mieliśmy na drugiej stronie ulicy), a czas jaki syn spędzał w placówce ja spęczałam na kanapie z nogami w górze, żebym była w stanie go odebrać. Kiedy miałam wrażenie, że kręgosłup pęka, a nogi puchną, że trudno je w jakiekolwiek buty wcisnąć. To nie, nie tęsknię za chodzeniem!!
Jakbym miała chodzić byle jak to jednak wolę mój wózek. Wtedy każde wyjście z domu wiązało się z bólem, z potem, z męczarnią. Dziś śmigam sobie po mieście i się nad tym nie zastanawiam. Nauczyłam się z tym żyć, radzę sobie myślę świetnie, a nawet jak spotykam na drodze jakąś przeszkodę to nauczyłam się prosić o pomoc i za tą pomoc z uśmiechem dziękować. Tak sobie czasami żartuję, że ja się do tego świata dostosowałam tylko świat jeszcze nie dostosował się do mnie.
A czy marzę o tym by znowu skakać jak kózka?? Marzenia są po to by się spełniały. Realnie na to patrząc te marzenie by mi się nigdy nie spełniło, więc wolę marzyć o podróży dookoła świata.

środa, 26 czerwca 2013

Mam ochotę wrzeszczeć ...

... jak jeszcze raz ktoś powie, że w naszym kraju pomaga się niepełnosprawnym to to to.... cholerka nie mam już sił. Mam wrażenie, że jesteśmy plastrem na chory kraj. Jak ktoś chce by na niego przychylniej spojrzano to mówi, że pomaga niepełnosprawnym i już jest wielkie WOW ma szacunek.
Tym czasem prawda jest taka, że jesteśmy traktowani ja zło konieczne.
Jeden przykład, podam wam tylko jeden przykład.
Otóż jak do tej pory renta była mi przyznawana na 5 lat. Super jak by stał się cud i przez te 5 lat zaczęła bym normalnie chodzić, nie chwiałabym nawet tej ich jałmużny. No i tak jakieś pół roku przed końcem terminy, kiedy okazywało się, że jednak cud się nie stał i będzie trzeba po raz kolejny stanąć przed wielmożną komisją. Więc zaczyna się bieganina po lekarzach, robienie badań, nerwówka itd. W końcu stał się jednak cud w tym roku dostałam rentę na stałe. Cieszyłam się jakbym co najmniej milion w totka wygrała.
Idę taka cała w skowronkach do Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie po kartę parkingową dla niepełnosprawnych. No i dostaję obuchem w łeb, zusowskie orzeczeni o niepełnosprawności to za mało, żeby dostać ową kartę. Muszę posiadać orzeczenie o niepełnosprawności od Powiatowej Komisji Orzekania. Kolejne bieganie po lekarzach. Tak właśnie w naszym kraju wygląda ułatwianie życia niepełnosprawnym.
Nie dosyć, że jeżdżę na tym cholernym wózku, meczę się, zmagam się ze wszystkimi barierami z podniesioną głową, mino wszystko sobie radzę to jeszcze cholera na każdym kroku muszę udowadniać, że ja na tym wózku nie jeżdżę dla zabawy.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Wakacje …




... i nie mogę się odnaleźć!!
Cholerka wyjątkowo bardzo na nie czekałam. Tego roczna zima tak bardzo mnie wymęczyła, że miałam dość szkoły szybciej niż zwykle. Te brnięcie prze zaspy, wiecznie mokre rękawy, odmrożone dłonie, co tydzień kombinowanie jak ja dotrę do tej szkoły, czy ktoś mnie podwiezie, czy będę miała jak wrócić itd. itp. Ja zima się skończyła miałam wszystkiego po wyżej uszu.
No ale dobra koniec złych wspomnień.
No i są wakacje. Rok zaliczony lepiej niż kiedykolwiek. A ja zamiast się cieszyć i świętować to siedzę jakaś otumaniona i nie wiem co ma ze sobą zrobić.
Wszystko co miałam do zrobienia odkładałam na wakacje. I sprzątanie, i gotowanie, i pranie, i czytanie, i robienie nowej biżuterii, i napisanie do kilku znajomych, i mnóstwo telefonów, i intensywne szukanie mieszkania, no i oczywiście intensywne uczestnictwo w blogowaniu, i cholerka teraz nie wiem za co się wziąć.
Zaczynam od bloga, potem pomyślę co dalej.

niedziela, 16 czerwca 2013

Minister, sługa czy pan??




Wybaczcie mi, całe wieki mnie tu nie było i zacznę od marudzenia.
Mogę sobie trochę pomarudzić??

Jestem tak potwornie zmęczona, zmęczona głównie psychicznie, że mam ochotę komuś nawrzucać. Przyjmę ze zrozumieniem jak ktoś nawrzuca mi.

Nienawidzę jak wyrzuca się pieniądze w błoto. Niestety nasz kraj osiągnął w tym mistrzostwo. Sama oglądam każdą złotówkę zanim ją wydam, no, ale może to, dlatego, że mam tych złotówek bardzo niewiele. 

Wiecie, co denerwuje mnie najbardziej?? Jak ci co to mają dbać o nasze interesy i tak naprawdę to pensję dostają od nas, czyli społeczeństwa nie szanują pieniądza i szastają nim na prawo i na lewo.
Jak się dowiedziałam ile kasy zostało wydane na ochronę „Pana Prezesa” to mi się nóż w kieszeni otworzył. Tak swoją drogą to czego on się boi?? Tak na polski chłopski rozum jak ktoś ma czyste sumienie nie powinien się niczego bać. Czyż nie tak??

Ale jak usłyszałam ile Pan Premier wydał na wynajem boiska to niemal drgawek dostałam. No jasny gwint! Czy on gra w piłkę w czasie pracy, służąc narodowi?? W jaki sposób jego gra ma nam pomóc?? A jak robi to w czasie wolnym od pracy to chyba powinien płacić z własnej kieszeni. Czy ja jednak źle rozumuje?? A tak po za tym wybudował tyle „Orlików” czym się tak bardzo szczyci, dodając na marginesie za pieniądze podatników, czyż nie mógł by na jednym takim zagrać za free??
Koncert znanej gwiazdy, zegarki, tablety, samochody, drogie alkohole, wycieczki, przeloty, kongresy itp. itd. Która z tych rzeczy na służyć nam – społeczeństwu. 

Minister – urzędnik, który jest członkiem rządu (Rady Ministrów) i kieruje ministerstwem. Słowo minister pochodzi od łac. minister – sługa, pomocnik.
 
Póki co to ja się czuję jak niżej oddany sługa wielmożnych państwa ministrów.

środa, 3 kwietnia 2013

"Gdy­by ludzie roz­ma­wiali tyl­ko o tym, co ro­zumieją, za­padłaby nad światem wiel­ka cisza."



Ludzie się najważniejsi, bo to oni budują ten świat. Zawsze to powtarzam i powtarzać będę. Miałam przyjemność ostatnio poznać grupę ludzi, którzy dali mi poczucie, że ciągle jestem czegoś warta. Nie żebym tego nie wiedziała, znam swoją wartość i od jakiegoś czasu jest mi ze sobą samą dobrze. Ale zawsze cieplej się na sercu robi jeżeli druga osoba też doceni tą wartość.  Bardzo bym chciała, żeby te znajomości zostały na długo, jak nie na zawsze. Niestety nauczona doświadczeniem wiem, że jak się wyjeżdża daleko od domu między ludźmi wywiązuje się więź, ale jak tylko wraca się do domu, każdy wpada w kierat normalnego życia i rzadko kiedy takie znajomości przetrwają. Wszyscy wywodzą się z innego środowiska, każdy ma już swoje życie i kiedy wraca się do rzeczywistości , rzeczywistość zaczyna przytłaczać i pozostają sporadyczne esemesy z życzeniami świątecznymi.