piątek, 8 lutego 2013

Ferie ...

 ... i po feriach, a tak fajnie było. Zaplanowałam na te dwa tygodnie czytanie i dopieszczanie moich chłopaków. A że to co lubią tygryski najbardziej to jedzenie, więc gotowałam tylko ich ulubione potrawy. Potem zawijałam się w koc i czytałam, czytałam i czytałam. Dwa razy musiałam się z niego wygrzebać by odwiedzić bibliotekę i tak była moja aktywność w te ferie.
Szkoda tylko, że to co dobre szybko się kończy. Od poniedziałku, znowu moje życie będzie stało pod znakiem prawa cywilnego, administracyjnego, języka niemieckiego i rosyjskiego. Tylko nie pomyślcie że zwariowałam, ale tak pięknie wyglądają szósteczki i piąteczki w indeksie i ta czwórka z niemieckiego. To uzależnia!!!!!
A tak a propos czwórki z niemieckiego to ja nie wiem jak to zrobiłam. Szczerze mówiąc to ja nawet na tróję nie umiem. Jestem tego święcie przekonana. Wpadłam do szkoły zdyszana, zziajana 10 minut po 8 rano, egzamin już trwał, a zacząć się miał o 8.15. No ale ustny to był, więc tragedii nie było. "Kto teraz wchodzi" - krzyknęłam prawie jak na poczekalni u lekarza, nikt się nie odezwał więc zameldowała, że w takim razie ja wchodzę. A co mi tam raz kozie śmierć. Rzuciłam kurtkę koleżance na kolana i czekałam aż drzwi się otworzą i wyjdzie mój poprzednik. Weszłam wyrecytowałam kilka zdań o sobie, które mój syn mi wbił skutecznie do głowy. Potem jeszcze kilka pytań i czwóreczka. No szok!!! Po 10 minutach mogłam już wracać do domu. A miałam nawet ściągę na rękawiczkach (nikt mi ich nigdy ściągać nie każe bo to takie bez palców do jazdy), ale nawet zapomniałam z niej z korzystać tak byłam nakręcona.

18 komentarzy:

  1. Gratulacje !
    Czasami taki egzamin z marszu jest najlepszy :-)
    Nie ma czasu na nerwy przed...

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje! Ja niemieckiego nie lubię. Miałąm nauczycielkę w liceum któa tak mi obrzydziła naukę tego języka, że od tamtej pory nie pamiętam prawie nic. A niemieckiego uczyłam się w sumie prawie tyle samo czasu co angielskiego który znam w miarę dobrze i potrafię się nime w miarę swobodnie posługiwać. Szkoda trochę, bo zawsze ten drugi język by się przydał.
    Odpoczywaj teraz do woli. Ja mimo dwóch tygodni ferii jakoś nie mogę do końca się wyleniuchować, ciągle coś się dzieje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety moje odpoczywanie się kończy :-)

      Usuń
  3. Brawo!!!
    :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś zdałem tak egzamin na studiach, z przedmiotu którego nazwy nawet nie pamiętam. Wszyscy szli na zerówkę, to poszedłem wraz z nimi. Byłem na jednym tylko wykładzie, więc nawet nie wiedziałem o co chodzi. Ściągnąłem od kolegi i .... zdałem ;o))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasami warto iść na żywioł :-)

      Usuń
  5. To ja poproszę korepetycje u Twojego Syna! Bo mi niemiecki nie chce wejść mimo że w Niemczech mieszkam ;P
    Podoba mi się jak spędziłaś ferie :D Aż zazdroszczę :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój syn nie cierpi tego języka, uczy się bo musi, bo ma go w szkole i dzięki temu ja z tego jego przymusu skorzystałam ;-)

      Usuń
  6. Gratuluję serdecznie! My debeściary musimy trzymać się razem :D
    Na egzaminie z antropologii kultury miałam podobnie. Profesorka surowa, chimeryczna... prawie wszyscy wychodzili z trójami. Mnie jedno pytanie kazała zaczynać trzy razy, ale jak w końcu dała się wygadać, poszło. 4,5 zagościło w indeksie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. to gratuluję !!! taki indeks to na wystawę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zawsze sam siebie człowiek może ocenić ,znaczy masz tyle na ile zasłużyłaś ,gratuluje:)

    OdpowiedzUsuń