poniedziałek, 30 czerwca 2014

hmmmmm

 "Pielęgnuj swoje marzenia.
Trzymaj się swoich ideałów.
Maszeruj śmiało według muzyki, 
którą tylko ty słyszysz.
Wielkie biografie powstają z ruchu do przodu, 
a nie z oglądania się za siebie." 
Paulo Coelho 

 To dziś przeczytałam na pamiątce, którą syn dostał kończąc liceum i się zadumałam. 

Tak bardzo chciałabym podążać do przodu, a ciągle jeszcze oglądam się za siebie. I nadal boję się zrobić kolejny krok do przodu.
Kiedy usiadłam na wózek, nie godząc się z tym ciągle szukałam nowej rehabilitacji. Wielu rehabilitantów próbowało postawić mnie na nogi, doskonale pamiętam jak bolał każdy krok. Jak cierpiałam kiedy upadałam. Psychicznie bolało, ból fizyczny nauczyłam się znosić. Dziś wciąż boję się upadku. Wiem, że każdy chodzący człowiek kiedy upada się podnosi, ja żeby się podnieść potrzebuję pomocy. Jestem nikim bez drugiego człowieka.

czwartek, 26 czerwca 2014

W woli wyjaśnienia ...

 ... moja mam to wspaniała kobieta, swoje życie dzieciom poświęciła. Ma ich całą czwórkę. W domu zostało jej jeszcze dwóch synów (19 i 21 lat).

Wtedy przed laty to mi się wydawało normalne, jestem dorosła, mam dziecko, mam faceta, wyprowadzam się i nie oglądam się na siebie.  Oczywiście, że bałam się potwornie, ale kto na początku się nie boi. To, że mieszkaliśmy w takich warunkach, jakich mieszkaliśmy to dlatego, że na nic innego nie było nas stać. I absolutnie nie mówię, że to czyjaś wina. A na pewno już nie mojej mamy. Nie mam do niej najmniejszych pretensji o tamten czas. Kiedy ja się wyprowadzałam, mama miała na głowie troje małych dzieci (siostra miała wtedy 5 lat, a braciszkowie byli całkiem maleńcy jeszcze) zdawałam sobie sprawę z tego, że mi nie pomoże. Musiałam liczyć na siebie i mojego męża. Teraz mogę być tylko dumna, że mimo problemów ze zdrowiem i wszystkich innych przeciwności dałam radę. Wychowałam wspaniałego chłopaka.
Tylko, że zszokowała mnie rozpacz mamy za moją siostrą. Cofnęłam się do przeszłości i zrobiło mi się przykro. 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

"By­wają ta­kie dziw­ne chwi­le, kiedy ktoś zro­bił Ci przyk­rość, a to Ty masz poczu­cie winy... "

Dzień ojca, a ja dziś o mamie.

Bo stała się tragedia. Moja 25-letnia siostra (jest ode mnie o 15 lat młodsza) wyprowadziła się z domu do swojego chłopaka. No i mama przychodzi do mnie i rozpacza.
Ja prawie 19 lat temu też się wyprowadzałam z domu. Z malutkim dzieckiem, ledwo się poruszając, nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim (bo mojego obecnego męża mama nie znała, widziała go parę razy) i nikt się mną nie przejmował. Nikt za mną nie płakał. Kręgosłup mnie tak bolał, że przewracałam się na prostej drodze. Ni stąd ni zowąd traciłam władze w nogach i nikogo nie obchodziło jak sobie poradzą z maleństwem, mieszkając gdzieś w środku lasu, z dala od cywilizacji. Nikt się nie martwił jak będę nosić dziecko po skodach. Nikogo nie obchodziło, że zimą mieliśmy szron na suficie, że dziecko trafiło do szpitala z podejrzeniem jakiejś choroby płucnej, bo wilgoć dała się maleństwu mocno we znaki. Kiedy się wyprowadzałam, nikt mi nie powiedział "zawsze możesz wrócić" wiedziałam, że powrotu już nie mam.
A dziś z domu wyprowadza się moja siostra, 25-letnia, pani inżynier, niedługo będzie broniła magistra, zdrowa, do chłopaka z którym spotyka się od paru lat.

Nie wiem dlaczego mam ochotę się rozpłakać??

Kocham moją siostrzyczkę i moją mamę też bardzo kocham, a jednak mam ochotę jednej i drugiej nakopać do d***.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Tęsknicie???

Cztery lata temu postanowiłam przed sobą jakiś cel. Wtedy niemalże nie do osiągnięcia. Och jak bardzo się bałam. Cały ogrom wątpliwości miałam. Powtarzałam sobie "co tam, jak nie dam rady to zrezygnuje i tyle". Dałam radę, nawet bardzo dałam radę. Mój cel został w pełni osiągnięty.
I co teraz?? I co dalej??

PS: Jutro jeszcze tylko ostatni egzamin. Państwowy. I będę wolna jak skowronek. Jeszcze tylko chałupę ogarnę, bo ostatnio to tylko nauka i nauka  i wracam na łamy blogosfery.


wtorek, 10 czerwca 2014