środa, 5 lipca 2017

Zwariuję!!!!!!!!!!!!!!

Ostatni weekend siedziałam w domu. NIE LUBIĘ tego!!!!!!!!!!
Mogło by się wydawać po całym tygodniowym zabieganiu, praca, dom, obiad, pranie, sprzątanie itd. itp. człowiek tylko marzy o wypoczynku. NIE CHOLERA, ja marzę by uciec z domu.
Nienawidzę takich pustych weekendów, nic nie znaczących, ze zmarnowanym czasem.
Mąż w pracy, syn wyjechał na festiwal, za oknem deszcz, wiar, błyski, grzmoty, strach nos wystawić.
MASAKRA!!!!!!!
I przede mną taki kolejny się zapowiada z tą różnicą, że syn wrócił i będzie, a przynajmniej będzie się przez dom przewijał. Jedyny ratunek przed zwariowaniem to nadzieja, że pogoda będzie lepsza to sobie gdzieś polezę.
A tak a propos to ja się pytam: GDZIE JEST LATO??????

środa, 21 czerwca 2017

"Musisz sam zadbać, żeby Twoje życie nie było czarno białe."

Ostatnio przeraził mnie taki tekst "a chodzimy w niedzielę do kościoła, bo to nie ma gdzie z domu wyjść, a tak się wyjdzie z ludźmi pogada" i w brew pozorom to nie była wypowiedź starszych ludzi. Ludzie niewiele starsi ode mnie. Pominę fakt, że do kościoła powinno się chodzić z przekonania i nie mnie to oceniać. Ten świat zdziwaczał, ludzie żyją pracą, domem i co dalej?? No właśnie co?? Ja kiedyś też siedziałam w domu i mówiłam "bo gdyby człowiek miała kasę, to by na weekend gdzieś z domu wyskoczył". Czy ja mam teraz dużo więcej kasy?? Wcale nie!! Znalazłam sposób na fajne i tanie spędzanie czasu. Ludzie mnie krytykują. Mówią, że zachowuję się jak małolata, że tracę niepotrzebnie pieniądze. Cholera po pierwsze moje pieniądze, zarabiam je uczciwie i będę z nimi robiła co mi się podoba. A po drugie to co robię sprawia mi dziką przyjemność. Po za tym za naprawdę niewielkie pieniądze zwiedzam nasz kraj. Koncerty są wieczorem, a cały dzień zwiedzamy. Spędzamy czas ze sobą, spotykamy się z ludźmi, poznajemy niesamowitych ludzi.
Na przykład w ostatni weekend pojechaliśmy do Kwidzyna. Oczywiście był tam koncert, ale przy okazji odwiedziliśmy i poznaliśmy mojego kolegę z pracy. Współpracujemy ze sobą 1,5 roku, pracujemy zdalnie, jesteśmy przedstawicielami rozrzuconymi po całym kraju, rozmawiamy codziennie, ale nigdy się nie widzimy, no i nadarzyła się okazja by się spotkać z jednym z nas, poznać, pogadać face to face. Cudownie spędzony dzień, wieczór. Kolejnego dnia zwiedziliśmy zamek krzyżacki w Kwidzynie i Gniewie.
Naprawdę wolę tą moją głupotę od chodzenia do kościoła dla rozrywki.


wtorek, 6 czerwca 2017

Uwielbiam to!!!!!!!!!!

Za mną bardzo intensywny weekend. Uwielbiam takie. Wracam do domu zmęczona fizycznie, ale moja głowa wypoczywa. Mam wszystko w duszy, niczym się nie martwię. Nawet stado komarów mi nie przeszkadza. Bawię się, uśmiecham się i jest mi cholernie dobrze. Czuję, że żyję!!!!!!!!!!!


Cztery koncerty (różne, nie tylko Enejowe), zwiedzone fajne miejsca, poznani nowi ludzie :-)

wtorek, 30 maja 2017

Coś się ze mną dzieje nie dobrego.


Kłócę się z ludźmi i to tak, że ludzie się na mnie obrażają.
No cholera jasna!!!!!!!!
Umówiłam się z koleżanką, że przyjedzie na koncert, po koncercie mieliśmy iść coś zjeść, a przy tym pogadać, bo dawno się nie widziałyśmy i godzinne gadania przez telefon to było nam za mało. Nie przyjechała, ale to nic, przecież musu nie ma. Problem w tym, że nie napisała nawet jednego głupiego smsa, cały koncert się rozglądała, denerwowałam, bo to na drogach różnie bywa. Na moje wiadomości nie odpowiadała, telefonu nie odbierała. Dopiero rano mi napisała na FB, że pogoda się jej nie podobała. U niej padało. Koncert był 200 kilometrów dalej i nie spadło ani kropli deszczu. Wystarczył by jeden telefon i wiedziała by jak jest pogoda na miejscu, bo ja tam byłam już dzień wcześniej. Zwyczajnie w świecie jej się nie chciało, no i miało prawo, wkurzyłam się bo to ona sama dała tą propozycję, że się tam spotkamy, miesiąc czasu o niczym innym nie gadała, jeszcze dzień wcześniej snuła plany. Potem (powtórzę się) nawet jednego głupiego smsa typu "nie przyjadę" i było by wszytko oki, nie czekała bym, nie denerwowałabym się. No nie wkurzyłybyście się?? Dodam tylko, że ja przejechałam ponad 400 kilometrów, koncert był tylko takim pretekstem, my jak to fanki spotykamy się przy okazji koncertów, takie nasze zakręcenie. I dodam jeszcze, ze ta sytuacja powtórzyła się trzeci raz i za każdym razem nie sposób się z kontaktować danego dnia. No nie poczulibyście się olani???
Druga to już bardziej skomplikowana historia. Mam koleżankę, małolatę, jest ode mnie 15 lat młodsza, też na wózku, mieszka ulicę dalej i tak siłą rzeczy się skumplowałyśmy dawno temu, ona jeszcze wtedy 18 lat nie miała. Problem polega na tym, że jest trochę chowana pod kloszem. Niepełnosprawna i cała rodzina się nad nią użala, w złego tego słowa znaczeniu. Wszyscy traktują ją jak dziecko i to tak brutalnie. Matka potrafi jej powiedzieć, kiedy trzyma swoją maleńką bratanicę na rękach "naciesz się, bo swojego mieć nie będziesz". Dziewczyna mimo, że ma 27 lat o 20 musi być w domu, o 22 w łóżku itd. itp. nie będę tu wymieniać, bo niektóre rzeczy są wręcz żenujące i tragiczne. Co za tym wszystkim idzie, ona myśli, że cały świat kręci się w koło niej. Tylko ona ma problemy, wszyscy inni są szczęśliwi. Ktoś się na nią spojrzy krzywo to już jest wróg. Jak coś jest nie po jej myśli to jest wielki foch. No i właśnie. Napisała do mnie, raz czy się z nią przejdę na spacer. Napisałam, że nie mogę bo kończy mi się ubezpieczenie samochodu i muszę to załatwić, napisałam jej też, że mogę, ale dopiero po godzinie 19, z góry wiedziałam, że wtedy to jej już nikt z domu nie wypości.  No i walnęła focha. Szczerze mówiąc, znam ją tyle lat, że się przyzwyczaiłam i nawet na to nie reaguję. Pech trafił, że następnym razem znowu nie mogłam się z nią spotkać, akurat miałam imieniny i moja mama się do mnie zapowiedziała. No i też jej odpisałam zgodnie z prawdą, jej reakcja na to "teraz to ty będziesz zabiegała o spotkanie ze mną". Uśmiechnęłam się do siebie chciałam to zostawić jak zwykle. Po czym się zaczęły wyrzuty typu "myliłam się co do Ciebie", "myślałam, że jesteś moją przyjaciółką", "unikasz mnie" i takie tam. Nie wytrzymałam i napisałam jej "że ja mam swoje życie, swoje problemy, swoją rodzinę, a ona nie jest najważniejsza na świecie i niech spojrzy czasami dalej niż czubek swojego nosa". Jej odpowiedź brzmiała "żegnaj". No i dziś spotkałyśmy się przypadkiem na mieście i nawet mi cześć nie odpowiedział.
Cholera strasznie to wszystko głupie, jakieś bzdury, dziecinne, ale czuję sie z tym wszystkim nie fajnie.
A może to ja mam problem ze sobą?? 
Czy jak zwykle przesadzam i się nakręcam??

poniedziałek, 8 maja 2017

Wnerwiona jak cholera!!!!!!!!!

Muszę się wygadać, bo zaraz wyjdę z siebie i stanę obok.
W styczniu złożyłam wniosek i komplet dokumentów na dofinansowanie do zakupu wózka i dofinansowania na turnus rehabilitacyjny. Z doświadczenia wiem, że to wszystko trwa i nie jest tak hop siup. No ale zawsze w kwietniu było już wiadomo czy przyznali te dofinansowania czy nie. Żebym już dodatkowo nie musiała się denerwować to już zawczasu zamówiłam sobie i wózek i zarezerwowałam termin turnusu. O ile z wózkiem nie było by problemu to szukając turnusu w kwietniu na termin wakacyjny bardzo ciężko o coś naprawdę sensownego.
Dowiadując się w kwietniu co z tymi dofinansowaniami otrzymałam informacje, że już mają pieniądze, że na dniach będą wydawać decyzję. Ale oczywiście po drodze były święta, długi, a nawet bardzo długi majowy weekend i decyzji jeszcze nie ma.
Tym czasem dziś zadzwonili z ośrodka rehabilitacyjnego, że anulują moją rezerwację, bo dłużej czekać na wpłatę nie będą.
Pani z PCPR-u dziś się tłumaczyła, że przecież oni dopiero na początku kwietnia otrzymali pieniądze, a mają aaaaaaaaaaż 300 wniosków do rozpatrzenia. No cholera jasna czasu nie mieli, a kiedy człowiek tam nie pójdzie to łażą jak "święte krowy" (przepraszam za wyrażenie, ale inaczej się nie da) z pokoju do pokoju, kawkę popijają, plotkują i nigdy nie wiedzą o co chodzi. Petent się pojawia, a one zdziwione. Człowieka traktują jak zło konieczne i zachowują się, jakby one te pieniądze z własnej kieszeni miały wpłacać, a my przychodzimy je okradać. Swoim zachowaniem sprawiają, że człowiek czuje się jak intruz, złodziej. Cholera, żeby mnie było stać na kupno takiego wózka i pojechanie na turnus to bym ich łaski nie potrzebowała. Wózek to wydatek 8500 tysiąca, a turnus 2500 od osoby, a ośrodki na turnusy takich ludzi jak ja nie chcą przyjmować pojedynczo, musi być "opiekun", więc te koszty trzeba pomnożyć razy 2. I żeby nie było, oni nie dofinansowują całości. Na wózek jest około 3000, a na turnus około 1000 na osobę. Resztę oczywiście z własnej kieszeni. Do tego dofinansowanie na wózek jest co 5 lat, a na turnus co 2 lata. No może i dobrze, bo mam 5 lat na zebranie reszty na wózek i przez 2 lata uzbieram sobie na porządną rehabilitację. Dodam tylko, że ja dofinansowania na turnus nie dostałam od 3 lat, powód brak środków. W zeszłym roku miasto się zlitowało i przyznało nam po 500zł.
Do tego wszystkiego jak ja zacznę szukać turnusu w czerwcu, bo decyzje mają być dopiero po 22 maja to już na wakacje nic sensownego nie znajdę, już wszystko będzie zarezerwowane. Znając życie najwcześniejsze terminy na październik, a ja urlop mam w sierpniu.
Szlag mnie trafia, bo się tyle mówi, że niepełnosprawni tak dużo od państwa dostają, gówno prawda.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Dzieci, ach te dzieci ;-)

Robiłam porządki w papierach i znalazłam takie oto cudo:
Wykaz ocen na pierwszy semestr ostatniej klasy gimnazjum mojego syna. Do prawdy do dziś nie pojmuję jak on z tego na koniec roku wyciągnął czerwony pasek. Moje dziecko zawsze mnie zadziwiało.
Kiedy miał 5 lat, a ja zaczęłam mieć poważne problemy z chodzeniem i moje wyjście z domu nie zawsze było oczywiste i możliwe. Któregoś takiego kryzysowego dnia zbrakło mi zapałek i nie miałam czym gazu odpalić. Mój 5-letni syn postanowił, że kupi. Bardzo w to wątpiłam, bo kto takiemu dzieciakowi sprzeda zapałki, jednak po 5 minutach wrócił do domu z pudełeczkiem zapałek. Po paru dniach pani w osiedlowym sklepiku mi powiedziała, że przyszedł i powiedział "jak mi pani nie sprzeda zapałek, to mama mi obiadu nie ugotuje". Nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać. Pewnie gdyby pani nas nie znała i nie wiedziała jaka jest sytuacja to by mu tych zapałek nie sprzedała, ale dał radę, miał odwagę.
A z tymi ocenami to było podobnie w liceum w ostatniej klasie, jak zobaczyłam jego oceny na świadectwie to się załamałam, naszły mnie czarne myśli "na jakie studia on się dostanie??" a takie miał ambitne plany. Po czym maturę zdał doskonale i bez problemów dostał się na swoje wymarzone prawo. Dziś jest na 3 roku prawa, póki co nie zaliczył, żadnej poprawki, jak jest tylko możliwość to zalicza w tzw. zerowych terminach, ma stypendium naukowe, studiuje normalnie na dziennych i jeszcze do tego pracuje w kancelarii radcowskiej.
Jak się starał o tą pracę, to trochę kręcili nosem, że oni by woleli kogoś raczej kończącego studia, ale przyjęli go na próbę. Po tej próbie zatrudnili go na normalną umowę o pracę do listopada. Po czym w październiku bąkali, żeby przeszedł na zaoczne, bo nie da rady z pracą i studiami. On na to nie poszedł, więc rozwiązali umowę za porozumieniem stron i finito. Dla syna najważniejsze są studia, a mnie stać na jego utrzymanie, więc problemu nie było. Po dwóch tygodniach zadzwonili, żeby wrócił do pracy, że oni go jednak zatrudnią na jego warunkach. I tak pracuje i studiuje i daje sobie świetnie radę.
Jestem cholernie z niego dumna!!!!!!!!!!!!!

wtorek, 18 kwietnia 2017

"Święta, święta i po świętach ..."

 ... to podobno najczęściej dziś wypowiadana zdanie.
Ja szczerze mówiąc cieszę się, że te święta się już skończyły. Narobiłam się przed, więc zaplanowałam na święta totalne lenistwo. Zapowiedziałam moim chłopakom, że palcem nie kiwnę, wypoczywam. Ale ja chyba nie potrafię wypoczywać, a przynajmniej nie tak. Pogoda była beznadziejna, człowiek bał się z domu nos wystawić, bo w jednej chwili świeciło słońce, a zaraz padał deszcz, grad i nie wiadomo co jeszcze. Moje wypoczywanie skończyło się leniuchowaniem na kanapie. Oglądaliśmy filmy jeden za drugim, od kreskówek, przez komedie romantyczne, po dramaty i nawet kino akcji się trafiło. Nie!!!!!! Zdecydowanie to nie dla mnie, ja nie potrafię tak wypoczywać. Fajnie jest usiąść od czasu do czasu wieczorkiem z rodziną i obejrzeć jakiś film, ale dwa dni to zdecydowanie za dużo. Ja wypoczywam spacerując, robiąc te moje wszystkie głupotki, czytając, spotykając się z ludźmi. Zmęczyłam się tymi dwoma dniami lenistwa bardziej niż tą robotą przed świętami. Złamałam się w poniedziałek przed 16 i poszłam do kuchni umyć naczynia i tak ogólnie kuchnię ogarnąć.
Przed nami dłuuuuuuuuugi majowy weekend. Wzięłam 3 dni urlopu i taki sposobem będę miała 9 dni wolnego. Mam nadzieję, ze tym razem pogoda nie spłata psikusa i tym razem naprawdę wypocznę. Plany są ;-)