poniedziałek, 22 lutego 2016

Winda kontra windziarz.

Mogę sobie znowu ponarzekać, pomarudzić??
Od jakiegoś czasu mamy problem z prądem w bloku. Blok z czasów głębokiego PRL-u, a co za tym idzie cała instalacja również. No i dzieją się różne dziwne rzeczy, korki wywalają, kontakty się palą, prąd na klatce schodowej jest, a w mieszkaniach nie, albo odwrotnie, światło przygasa, żarówki się palą, a nawet strzelają. Tydzień temu w sobotę coś poszło poważnego, bo panowie elektrycy biegali jak z przysłowiową s****ą. Najgorszy był fakt, że akurat byłam na dole, jakieś dwie godziny wcześnie wyszłam spotkać się z przyjaciółką. Wracam, a tu taki klops. Pogadałam z miłymi panami i na szczęście udało im się coś tam naprawić, ale kazali się uwijać, bo tak naprawdę nie wiedzą co się stało i nie ręczą, że zaraz coś znowu im nie walnie. No to ja czym prędzej do windy, cholerka nie działa. Telefon do pana windziarza, zjawił się zadziwiająco szybko. Ale jak pech to pech, okazało się, że coś tam w windzie się spaliło, od tego wyłączania i włączania prądu i do poniedziałku nie uda mu się wymienić, bo sobota, bo nie ma gdzie kupić, bo nie ma mu kto pomóc i takie tam. No OK, złośliwość przedmiotów martwych. Do nikogo pretensji nie miałam, ani do elektryków, ani do pana windziarza. No zdarza się, nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Zabiły mnie natomiast jego słowa.
"To po co Pani wogle z domu wychodziła?"
No jasna cholera, bo mogę!! Przecież jestem wolnym człowiekiem. To ja mam siedzieć w domu i nosa z niego nie wystawiać, bo się może coś zepsuć??  Gdybym człowiek wiedział, że się przewróci to by się położył. Ludzie to jednak powinni czasami się zastanowić zanim coś powiedzą. Ja oczywiście na początku się wpieniłam, ale dziś się z tego śmieję, niestety znam takich co by takie słowa wzięły sobie do serca.
Dodam tylko, że miły sąsiad, syn i mąż na zmianę w pięć minut mnie wciągnęli na te moje cholerne VIIp.
Dodam jeszcze, że w tygodniu wymienili całą trafostację przy bloku, więc może w końcu się unormuje. 

PS: Tylko proszę, nie pytajcie się mnie czy nie mogę się zamienić na mieszkanie niżej??!! Oczywiście, że gdybym mogła to bym się zamieniła, to jest moje największe marzenie. Ale nie mogę i nawet nie chce mi się już o tym gadać, bo na samą myśl doła łapię.

20 komentarzy:

  1. Może wygrasz w totka i kupisz sobie domek z ogródkiem? :) Życzę Ci, żeby żyło Ci się lepiej! I smiej się, jak możesz..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. śmieję się bez ustanku, czasem trochę przez łzy, ale mimo wszystko nie przestaję marzyć, bo przecież one się czasami spełniają :-) Serdecznie ci dziękuję :-)

      Usuń
  2. Czytam twojego posta i az sie we mnie zagotowalo...
    "Po co pani w ogole z domu wychodzila?"
    No kurde po gow..!!!
    Jaki bezmyslny typ!
    Jestem raczej spokojna osoba,ale nieraz jedno zdanie potrafi mnie wyprowadzic z rownowagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no mnie też na początku wyprowadziło, oj wyprowadziło, ale gość też był zdenerwowany, bo walczył z tą przeklętą windą z godzinę i nie przemyślał ;-)

      Usuń
  3. No cóż, logika tak samo u pana działająca jak i trafostacja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no może coś w tym jest ... ale windę w poniedziałek już z samego rana naprawił :-)

      Usuń
    2. ja na pierwszym mieszkam
      a mimo to wciąganie córki z nogą w gipsie nie należało do łatwych zadań.

      Usuń
    3. no z nogą w gipsie to sport ekstremalny ... łatwe te wciąganie nie jest, bo jednak ja trochę ważę, ale trzech rosłych chłopów pociągnęło jak trza ... jak mówię nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni, bo ja w domu siedzieć nie zamierzam ;-)

      Usuń
  4. człowiek żyje pół wieku, mysli, że już go ludzka głupota nie zaskoczy a tu BACH!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj człowiek to otchłań nie zbadana :-)

      Usuń
  5. Dobrze że facetom udało się Ciebie do domu dostarczyć. A tekst faceta naprawdę nieprzemyślany. U nas w bloku też się takie cyrki działy ostatnio że albo prądu nie było na klatce i w windach - raz w nocy w całkowitej ciemnicy wracaliśmy do domu po schodach na nasze 7 piętro. Mało ducha nie wyzionęłam. Ale w domu prąd na szczęście był. Następnym razem odwrotnie - winy działały, na korytarzu światło było a w mieszkaniu siedzieliśmy przy świeczkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to jest jak się mieszka w takich kołchozach, no cóż ;-)

      Usuń
  6. Lepiej się śmiać niż denerwować ;) Ja przez te moje nerwy już się chorób nabawiłam. Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi już tylko pozostało się śmiać :-)

      Usuń
  7. rynce opadaja. :/ A po co pan z domu wychodzil? Pewnie odpowie, no przeciez zeby naprawic pani winde. Tylko to twoje wyjscie byla takie nielogiczne. :/ :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i po co wychodził skoro nie naprawił :-)

      Usuń
  8. Cóż za światła logika!
    Czasem słów brakuje na ludzką głupotę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj pan nie przemyślał :-) choć na początku jakoś do śmiechu mi nie było ...

      Usuń
  9. Widzę, że u Ciebie absurd goni absurd - innych słów nie znajduję. Podziwiam, że tak świetnie sobie we trójkę radzicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. radzimy sobie właśnie dla tego, że mamy siebie :-)

      Usuń